Nikt nie zna prawdy. Chciała bym tak powiedzieć całą prawdę... lecz to jest zbyt trudne. Wszystko co powiem może być użyte przeciwko mnie. Szłam tak i rozmyślałam. Moja głowa był spuszczona, a delikatny wiatr zamykał moje oczy. Podknęłam się o kamień. Obsuną się i zauważyłam jak z ziemi wystaje karteczka. Wzięłam ją, odłożyłam kamień na miejsce. Znalazłam spokojne miejsce i zaczęłam czytać. Były to stare hieroglify. Jednak pod spodem napis: " WYJDZIE KROPEK KILKA, SZUKAJCIE WILKA". Zrozumiałam... Chodzi o mnie, ale jeszcze nikomu tego nie pokażę. To te kwiaty! Tak maki na łące... Nie stałam przy nich ... Chyba? Każdy przy nich stoi, ale nie ja. Jestem inna, ale nikt o tym nie wie. Wataha, siostra... nikt! W środku schowana była jeszcze jedna kartka. Była to mapa. Szsłam po jej śladzie. Natrafiłam na wilki, piękny zamek. Byli w nim .... Ludzie. Weszła bym, ale .... to nie ma sensu. Lepiej wrócę.
Po drodze widziałam dwie zguby. Hondo i Michaela. Stali przy nich inne Basiory. Posłuchałam chwilke. W watasze są parę dni i nic o nich nie wiemy. Wiem jednak coś o Michaelu, o Hondo trochę więcej na przykład Hondo kocha Mishi, a Mishi Hondo... Genialne! Po co wogólę to mówię, myślę, powtarzam czy co tam robię. Chciałam już odchodzić, ale moja łapa skaleczyła się o rózę, a raczej o jej kolce. Jak to ja musiałam krzyknąć: " AUUUU". Wtedy jeden z basiorów złapał mnie. Leżałam przy drzewie i słuchałam co Hondo i Michale robili przez ostatnie lata. I nie wiedziałam jednego... mam im po tym mówić "NIC SIE NIE STAŁO!!!", albo na nich nakrzyczeć?! Hondo spojrzał na mnie, lecz szybko odwróciłam pysk. Niech sobie nie myśli. Ostatnio zrobiłam się nerwowa i lodowata. Nic dziwnego. Gdy mieli już odchodzić pytałam się czy też mogę iść, a oni na to:
- Nie wiemy wiesz wszystko... Bla.. Bla.. Bla...
- Zostawcie ją- Hondo powiedział do Basiorów
No musiał. Jakie kurde kontrolki mu się zapalają w łbie?!
- Dlaczego mamy ją puścić? - Zapytał dwa razy większy samiec od Hondo
- To nie jej bagno...
Jezusie! Ratuj ... Faktycznie to nie moje bagno, ale ... Po prostu otworzyłam skrzydła i pofrunęłam, Nie wiedziałam, że jeden z nich ma skrzydła. Zaczął mnie gonić. Razem z podmuchem wiatru leciałam i nagle... Spadałam jak asteroida. Jedyne co usłyszałam to krzyk. Leżałam na ziemi. Uchyliłam oko i od razu zamknęłam...
<Hondo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz