wtorek, 23 grudnia 2014

Od Mishi CD do Hondo

Zauważyliśmy unipega. Pasł się. Wiatr pieścił jego białą grzywę. Serce mi się krajało na widok tego stworzenia. I jeszcze musiałam je zabić! Mishi, Mishi, Mishi. Opanuj się. Zanim otrząsnęłam się z myśli, Hondo już podbiegł do unipega. Ruszyłam za nim.

-Cicho!-Syknął

-Zabijamy go z zimną krwią czy zaganiamy do pułapki i zatruwamy?

-Mamy mało czasu. Zabijamy go teraz. Na raz, dwa, trzy skaczemy.

Czekałam na sygnały.

-Raz...

Podeszłam bliżej tego niezwykłego konia.

-Dwa...

Naprężyłam grzbiet do skoku.

-TRZY!

Wybiłam się równocześnie z Hondo. Wylądowaliśmy na grzbiecie rumaka. Ten zaczął stawać dęba.
Zamknęłam oczy i szybko wgryzłam się w jego szyję. Poczułam krew... nie, to nie była krew... ten smak przypominał smak jagód.
Unipeg padł. Westchnęłam cicho. Hondo wyrwał mu róg i skrzydła.

-I co teraz?-Spytałam

-Spokojnie. Idziemy do Michaela po dalsze wskazówki.

Więcej nie odezwaliśmy się póki nie dotarliśmy do brata Hondo.

-Dobrze-Rzekł Michael-A teraz...

<Hondo, Michael?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz