-Długa historia. Muszę pomóc bratu. Mogę odzyskać rodzinę-powiedziałem przejęty. Musiałem opanować nową moc. Wstałem i minąłem waderę
-Nie rozumiem
-Wojna pochłania wiele istnień, a niedługo będę mógł odzyskać straconych.-powiedziałem krótko-Chcesz wiedzieć więcej? Chodź za mną-powiedziałem i pognałem do brata. Wadera pobiegła za mną. Musiałem przyśpieszyć.
Po jakimś czasie dotarliśmy jednak do Michaela. Wszedłem pierwszy. Obrócił się do mnie i spojrzał jak na idiotę
-Po co ona tutaj?
-To alfa ma prawo wiedzieć
-Alfa alfie nie równa!-warknął na mnie. Zżerały go nerwy. Postanowiłem porozmawiać z nim w umyśle
-"powiedział co wiedział"-rzekłem w umyśle(to w nawiasach to w umyśle jakby co)Widziałem, że jego mina zrzędła
-"Za to ja wiem jak to jest"
-"Ale to nie była twoja wina!"
-"Nie a kogo?!"-dręczyły go wyrzuty sumienia
-"Powinieneś jej o wszystkim powiedzieć!"
-"Dlaczego niby ja?!"-spytał się mnie gwałtownie
-"Dręczą się wyrzuty"
-"A pan malutki w końcu odważył się wypowiedzieć?! Nie wiesz jak to jest widzieć czyjąś śmierć. Czy musieć zabić przyjaciela!!"
-Powiesz czy nie?-spytałem się go na głos. Mishi patrzyła na nas jak na idiotów
-Zgoda-odparł i usiadł. Zaczął opowiadać:
,,Około 2-3 lata temu na terenach watahy. Mojej watahy zaczęła się wojna. Byłem alfą i nie mogłem bać się walki. Opuściłem Hondo i jego rodzinę. Sam miałem za nią całą watahę. -popatrzył na mnie- Poszedłem walczyć. Miałem nie spełna 1,5 roku! Ale władałem i służyłem. Trwało to kilka lat. Po 2 latach na froncie dostałem w końcu list od mojego brata. Zaatakowali nas od środka. Ci którzy zostali na terenach pomarli. "-jego głos trząsł się.
-Lepiej ja dokończę-powiedziałem.
,, Gdy się zjawili było za późno. Szczeniaki nabite na pale, obok ciała ich matek. Ja ukryłem się z..moją ukochaną w jednej z jaskiń. Konała. Leżała prawie martwa. Gdy odnalazł mnie mój brat było już za późno. Wyszedł z jaskini. Ostatnią chwilę spędziliśmy razem. Nigdy nie zapomnę jej ostatnich słów. Powiedziała:
-Hondo..przepraszam cię i jego
-Kogo?-odparłem wtedy
-Nie dam rady. Spotkamy się kiedyś. Teraz będziemy na ciebie czekać
-Jacy wy?!-nerwy puszczały mi. Byłem bezbronny wobec śmierci
-Ja i twój syn-powiedziała i wydała z siebie ostatnie tchnienie. Popadłem w depresję. Nie wiedziałem co zrobić. Straciłem syna i ukochaną. Ból był nie do zniesienia. Opuściliśmy tamte tereny. Nas dwóch tylko nie straciło życia. A teraz mogę odzyskać Valię(ukochana) i syna. Pojawiła się szansa"-powiedziałem całą historię.
Mishi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz