niedziela, 4 stycznia 2015

Od Mishi CD do Hondo

Zauważyłam drzewo. Było łyse (bez liści). Wspięłam się szybko na nie. Stworzyłam portal i wskoczyłam do niego. Wylądowałam na twardej powierzchni. Tak! Wreszcie to mój świat. Rozejrzałam się za bestią. Pusto.

-Hondo? Jesteś tu?-Zawołałam

Odpowiedział mi cichy jęk. Podbiegłam w stronę głosu.

-Mishi...-Sapnął wilk

-Hondo! Nie zamykaj oczu! Jezu! Ty krwawisz! 

-Ciszej...

-Wstawaj.-Powiedziałam stanowczo

-Nie mogę. 

-Wołaj Michaela.

-Lepiej nie.

-Trzeba sprowadzić pomoc-Upierałam się-Przecież nie mam przy sobie żadnych bandaży, ziół. Trzeba cię leczyć.

-Spokojnie. Mam jeszcze na tyle sił, że stworzę kryształy które mnie uzdrowią.

I tak zrobił. Przestał krwawić, ale wciąż nie był na siłach.

-Zabiłeś go?-Zmieniłam temat

-Tak

-No to twoje marzenie się spełniło. Uratowałeś nas. Zrobiłeś coś, po czym wszyscy będą cię pamiętać.

Nie odpowiedział, ale się uśmiechnął. Przywołałam gwiazdy. Rozbiłam nimi ziemię. Powstała dziura. Wyjście na ziemię.
Wspięłam się po korzeniach do góry. Pobiegłam po linę.

-Chodź. Hondo?-Zajrzałam do dziury

Hondo stał obok mnie.

-Jak ty to...

<Hondo?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz