-Hondo? Jesteś tu?-Zawołałam
Odpowiedział mi cichy jęk. Podbiegłam w stronę głosu.
-Mishi...-Sapnął wilk
-Hondo! Nie zamykaj oczu! Jezu! Ty krwawisz!
-Ciszej...
-Wstawaj.-Powiedziałam stanowczo
-Nie mogę.
-Wołaj Michaela.
-Lepiej nie.
-Trzeba sprowadzić pomoc-Upierałam się-Przecież nie mam przy sobie żadnych bandaży, ziół. Trzeba cię leczyć.
-Spokojnie. Mam jeszcze na tyle sił, że stworzę kryształy które mnie uzdrowią.
I tak zrobił. Przestał krwawić, ale wciąż nie był na siłach.
-Zabiłeś go?-Zmieniłam temat
-Tak
-No to twoje marzenie się spełniło. Uratowałeś nas. Zrobiłeś coś, po czym wszyscy będą cię pamiętać.
Nie odpowiedział, ale się uśmiechnął. Przywołałam gwiazdy. Rozbiłam nimi ziemię. Powstała dziura. Wyjście na ziemię.
Wspięłam się po korzeniach do góry. Pobiegłam po linę.
-Chodź. Hondo?-Zajrzałam do dziury
Hondo stał obok mnie.
-Jak ty to...
<Hondo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz